• ej, całkiem rozumiem o co cho z tymi tłumami. w pewnym momencie, kiedy dostrzegłam, że nie lubię łazić w tłumie i że te selfie sticki naprawdę działają mi tak na nerwy, że nie wytrzymam, zrezygnowałam z tych super popularnych miejsc (jeszcze nie byłam np. w Paryżu!) albo przerzuciłam się na mega poranne godziny (np. koloseum w Rzymie – jak wchodziłam było prawie pusto, wychodząc – nie chcesz wiedzieć).

    myślę, że Islandia mi się spodobała tak bardzo, bo nie miałam za dużo ludzi dookoła. :V 😀 na Laugavegur wychodziłyśmy wcześnie i wycieczki zorganizowane były daleko za nami. ale była jedna dziwna/nieprzyjemna sytuacja z „bogatym niemieckim turystą, za którego wszystko noszą”, ale zostawię to na bloga. 😀

    ale smutne to, że w tą stronę to zmierza (mam na myśli te betonowe ścieżki między gejzerami..)

  • Pisz co chcesz, ale to zdjęcie z wodospadu z Twoją koleżanką jest przekozackie.

  • No to jedno spoko – taki plus jeden, w zimie nie dałoby się go zrobić bo w tym miejscu wtedy jest jedno wielkie lodowisko ;-))

  • W niektórych miejscach jestem w stanie znieść trochę turystów. Ale zawsze szukam jednak jakiegoś azylu. Poranne godziny to mega dobry pomysł – raz że wszystko wygląda absolutnie magicznie! To jeszcze plus taki że właśnie tłumów nie ma.

    DOKŁADNIE! Dlatego nie lubie tam być wśród tłumów. Islandia to mój azyl.

    Też miałam nieprzyjemną sytuację z turystkami – przy samolocie :/

  • 3 lata temu też mi golden circle nie podeszło. wobec tego piekna, ktorego doświadczyliśmy wcześniej, nic nam nie zrobiło. więc w zeszlym roku postanowilismy odpuścić, bylismy tylko przy gejzerach i w sumie żałuję, bo potem sie znowu napatrzyłam na piekne zdjęcia gullfossa i z thingvellir (jakoś inaczej to zapamiętalam, jako nic ciekawego). trzeba bylo gejzer zostawic a resztę zobaczyć drugi raz. ale dobra, zobaczy sie zima.
    paulina, kiedy byłaś zima na islandii? jaki miesiąc?

  • No gezjery niestety chyba najmniej urokliwe ze wszystkiego, ale to tak blisko reszty, że aż już wstyd nie zajrzeć jak im tam. A jak się jest z grupą ludzi, którzy na wyspie są pierwszy raz to nie sposób prawie tego nie ominąć. Thingvellir w dorbym świetle i o dobrej porze potrafi być totalnie wyludnione – a pole campingowe tam (niestety pole, bo park narodowy i na dzikusa nie można) – jest chyba najpiękniejszym miejscem w którym spaliśmy.
    Na zimę polecam luty – dzień jest już dłuższy (i w ogóle jest), a wciąż są zorze i śniegu w bród

  • czyli dokładnie tak jak celujemy, myslę że tomkowi uda się spędzic urodziny na islandii 🙂 super!

  • ooo widzę, że nie jestem jedyną osobą, której Golden Circle nie przypadł do gustu:)

  • No przy całym pięknie reszty Islandii to wypadał naprawdę blado ;-))
    A i Gullfoss mimo iż piękny i majestatyczny – i dość pusty, jakim zapamiętałam go z zimy, teraz zatłoczony i nieoblodzony nie prezentował się aż tak pokaźnie ;-)) Albo już wybrzydzam, hehe