• paulina leci jak burza! nawet teraz po świętach patrze w czytnik, a tam 7 wpisow u Ciebie. 7! zdebialam. (ale to dlatego że na te z iranu wchodzilam przez fejsa).
    naprawdę fajne te węgry, a okolice ktore opisalaś przewijają się w moich wspomnieniach pierwszych zagranicznych kolonii. też się taplalam w basenach w miszkolc, a bazę mieliśmy w egerze. i bylam zauroczona minaretem. (a gdzieś w podziemiach katedry był klub techno, do ktorego, nie wiedziec czemu, zabrali nas jako 11-sto latki). fajnie byloby pojechać za doroslego jeszcze raz.

    jeszcze nie zdarzylo mi się wypić pysznej kawy po turecku, nie wierzę!

    a zdjęcie z blokami i domkami jesiennymi mnie kupilo. i witraże też.

  • 7… no jakoś sypnęło się ich więcej w grudniu, bo mniej roboty dookoła, wiecej siedzenia w domu (w końcu w sumie), ale też dwa poszły na spontanie przy okazji porządków na dysku ( a też stwierdziłam, kurde stare to takie, kurzy się, a zaraz jakieś nowe włoskie posty się nawiną, to wrzuce teraz – i wrzuciłam – itą historie już znasz 😀 )
    baseny w miszkolcu super w tych grotach, ja jako 10-latka jezdzilam co najwyżej do polkowic 😀
    ale że kawa po turecku Ci nie smakuje czy nie miałaś okazji pić jeszcze???
    witraż był sztosik <3

  • A propos włoskich historii, czekam też sobie nieśmiało na Rzym! Fajnie tak sobie porównywać te same kąty na różnych zdjęciach. Akurat nasze zdjęcia z Rzymu to był 2 wyjazd w historii bloga i fotografii, więc nawet nie będę się nim chwalić. Wpisem, bo Rzym cudny. Ale nie o Rzymie chciałam.

    Czekam też na te wszystkie wpisy fotograficzno-techniczno-poradnikowe <3 Chciałabym w końcu przeczytać coś od zawodowca, a nie rady weekendowego instagramowicza 😉 W ogóle, ciekawa jestem takiej pracy od kulis. Można by coś więcej pisać o fotografii od czasu do czasu <3

    Zdjęcie blokowiska – sztos, moje ulubione. Jakbym miała wybrać z kategorii 'urban', tego typu fotografie byłyby w TOP 3. I zdjęcia obok karuzeli! W ogóle, czytając wpisy z wyjazdu, mam wrażenie że przelatywaliście przez miasta piorunem. Aż dziw że jednego dnia da się upchnąć tyle rzeczy, tylko czy to nie jest aby zbyt męczące? Nie wiem czy odpowiadałoby mi takie tempo zwiedzania, bo kończy się na tym, że wszystko jest po łebkach, a czasu nie ma na to, co Cię szczególnie zainteresuje – np. jakiś spot do zdjęć. Tak to sobie wyobrażam, bo nie wiem właściwie jak wygląda od kulis. Wyświetla mi się jedno (dwa) słowo w głowie – tempo, tempo! 😉

    PS. Kawy tureckiej też jeszcze nigdy dobrej nie piłam. A zwłaszcza w Turcji. Meh 😐